Informacje w podsumowaniu zamówienia

Złożenie zamówienia oznacza zawarcie umowy sprzedaży. Sprzedawca będzie informował na wskazany adres e-mail o postępach w jego realizacji.

Nostalgiczna herbatka dla babci i dziadka
Nostalgiczna herbatka dla babci i dziadka

Z okazji nadchodzących dni Babci i Dziadka mamy dla Was aż trzy atrakcje. Po pierwsze obejrzyjcie "Na wróble" - nasz ulubiony klip Meli Koteluk:

 

 

Po drugie przejrzyjcie koniecznie nasz promocyjny wybór inspiracji prezentowych:

 

 

Po trzecie poczytajcie, jak i jaką herbatę pijało się dawniej. Kto pamięta, niech mu się łezka nostalgii w oku zakręci. A kto nie zaznał rozkoszy herbaty peerelowskiej - niech poczyta, pośmieje się i odetchnie z ulgą :D

 

My pamiętamy tyle: 
- liście parzone w czajniczku - przez okrągły tydzień te same, aż zupełnie straciły kolor (no ale wtedy można jeszcze było je ratować dosypując do nich trochę świeżyzny);
- szklanki (z cienkiego szkła) na spodeczkach (z grubego szkła) - te pierwsze wypełnione po brzegi i parzące, te drugie - zawsze z odrobiną rozlanej herbaty;
- stakańciki, czyli metalowe uchwyty do nagrzanych szklanek - prawdę mówiąc parzyły jeszcze bardziej niż szkło…;
- cukier w kostkach wrzucany przez kelnerkę palcami;
- małe paczuszki herbat-koszmarów o niezbyt wdzięcznych nazwach "Popularna" i "Jubileuszowa".

 

Pamiętamy też, że chociaż herbata była w tamtych czasach raczej paskudna, to mimo wszystko piliśmy ją hektolitrami i życia bez niej nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić. Skąd ta popularność? Mamy dla Was trzy konkurencyjne teorie na ten temat - każda inna, ale każda na swój sposób prawdziwa.

 

Najpierw wybitny znawca swojej epoki;) Jerzy Urban: Ja piłem dużo herbaty w czasach peerelu, ponieważ w redakcjach istniały panie od parzenia herbaty, a kawa była płatna. Więc jak człowiek miał pragnienie, to dzwonił do pani herbaciarki, która przynosiła herbatę. Dobra czy nie, indyjska czy gruzińska, mocna czy lurowata - nieważne. Ważne, że gasiła pragnienie, była za darmo no i jak pizza - na telefon.

 

Niektórym - jak na przykład malarzowi Edwardowi Dwurnikowi - zastępowała towary reglamentowane i powszechnie niedostępne: Z dawnych czasów pamiętam Assam, Yunan, a także Lapsang Souchong – ta przypominała mi zapachem kiełbasę, której wtedy brakowało.

 

Istotę peerelowskiej sławy herbaty demaskują jednak dopiero felietoniści - Marek Przybylik ("To było tak. Dzień targowy") i Wiesław Kot ("PRL od kuchni"): Obok [bazaru przy Muszkieterów na Okęciu jest] barek, w którym przez całą noc serwuje się specjały polskiej kuchni, jak herbata, oranżada, bigos, kaszanka, a wszystko po cenach konkurencyjnych. (Przybylik) 

 

O tradycyjnej polskiej kuchni pisała "teoretyczka gościnności" - Irena Gumowska: Obiad proszony nie powinien być wystawny. Nie wypada silić się na wyszukane frykasy. […] A oto przykłady menu: Zupa pomidorowa z kluseczkami, potrawka cielęca z ryżem, krem i herbata. Śledzik pod kieliszek wódki, sznycel po wiedeńsku, budyń z sosem waniliowym albo kompot, herbata. Zaproszenie na popołudnie między godziną 16 a 18 jest najbardziej powszechne. Już po pracy, a jeszcze przed kolacją. Stawiamy kosz z owocami; dbajmy o dostateczną ilość papierosów i popielniczek. Na bardzo oficjalnej herbacie panie pozostają w kapeluszach. (Kot) 

 

Dlaczego herbata? Bo to specjał naszej narodowej kuchni, któremu winni byliśmy wierność - jaki by ten specjał nie był. Bo bez herbaty ani bigos, ani kaszanka, ani cielęcina, ani śledzik, ani budyń, ani nawet papierosek obyć się nie mogły. I dlatego kochaliśmy tę naszą herbatę, chociaż piliśmy ją trochę po barbarzyńsku, na opak. Nie wiedzieliśmy  na przykład jeszcze wtedy, że najlepiej smakuje "przy" a nie tylko jako popitka "po" jedzeniu. Gość pewnej restauracji w "Książce skarg i wniosków" zanotował tak: Po raz pierwszy w Polsce obsłużono mnie w restauracji tak jak trzeba, tj. piwo podano mi przed obiadem, drugie danie całe gorące i świeże, wódkę lekko mrożoną, herbata pod koniec drugiego dania, a rachunek nie zawyżony. Jestem pełen uznania dla takiego personelu. Nie wiedzieliśmy też, że picie herbaty łyżeczką może nie być oznaką braku ogłady, ale wyrafinowanych umiejętności degustacyjnych: Łyżka, jak wiemy, służy do mieszania herbaty, ale niezbyt wytwornie wygląda, gdy ktoś pije nią herbatę. Proponuję więc proste rozwiązanie problemiku przez wywiercenie otworu o średnicy 4-5 mm w miseczce łyżeczki, co wcale nie przeszkadza przy mieszaniu, ale uniemożliwia picie łyżeczką. 

 

A co my o tej peerelowskiej herbacie sądzimy? To samo, co Marek Przybylik, który taką nam dedykację wpisał do swojej zabawnej książki o czasach słusznie minionych: Było, ale się zmyło… Z drugiej strony cieszy fakt, że nasz afekt do herbaty pozostał - na szczęście jest to miłość do lepszej herbaty niż drzewiej to bywało;)

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium